Korill 180 to lokalizacja na gastronomicznej mapie Wrocławia, na której odwiedziny polowałem od dłuższego czasu. Udało się w końcu tu dotrzeć, a w tym wpisie opowiem Wam trochę więcej o moich wrażeniach z wizyty. Lecimy!
ZAPRASZAM NA MOJE KONTO NA INSTAGRAMIE. KLIKNIJ TUTAJ!
Lokalizacja i wnętrze
Korill 180 znajduje się w postindustrialnej przestrzeni, którą znajdziemy przy ul. Krakowskiej 180. To znana wielu smakoszom lokalizacja, ponieważ działają tutaj chociażby Nafta Neo Bistro, Giro czy też Aksameet Bistro. Jestem wielkim fanem panującego przy Krakowskiej klimatu i tej prostej, ceglanej surowości. Przy odpowiednich warunkach pogodowych można poczuć się tu jak w scenach rodem z Peaky Blinders.
W jednym z ceglanych budynków znajduje się właśnie Korill 180. Nie skłamię jeśli powiem, że jego wnętrze zrobiło na mnie rewelacyjne wrażenie. Klimat całości jest niezwykle spójny, widać jest projektową dbałość o wszelkie detale i loftowy, pasujący do charakteru budynku styl. To chyba jedno z najciekawszych wnętrz jakie widziałem we wrocławskich restauracjach. Żeby Wam zobrazować jak to wszystko wygląda posłużę się pięknymi zdjęciami, które można znaleźć na mediach społecznościowych Korilla. Sami przyznacie, że jest klimacik!



Co zjemy?
W Korill 180 panuje motto – “sharing is caring”. To miejsce, które odzwierciedla koreańską kulturę, w której esencją jest wspólne jedzenie, dzielenie się i troska o innych. Warto rozważyć więc odwiedzenie lokalu większą liczbą osób, dzięki czemu spróbowanie wielu smaków może okazać się zarówno łatwiejsze, jak i mniej kosztowne.
Wybór kojarzonych z kuchnią koreańską pozycji jest bardzo duży. W karcie możemy znaleźć przystawki takie jak pierożki gyoza, tatary wołowy oraz z tuńczykiem czy zupy miso i kimchi jjigae. Jak kuchnia koreańska, to w daniach głównych nie mogło zabraknąć oczywiście bibimbapa, heyuk-bokkeum czy też popularnych bulgogów. Jednak umówmy się… Większość osób do Korilla przychodzi po nowe kulinarne doświadczenia, jakim niewątpliwie jest możliwość własnoręcznego grillowania ulubionych mięs oraz warzyw. Podobną atrakcją może okazać się shabu shabu, czyli postawiony na palniku żeliwny kocioł wypełniony bulionem, w którym sami mamy możliwość ugotowania surowych dodatków.
Naszą 8-osobową załogą zdecydowaliśmy się zamówić mięsko, które będzie smażone zarówno na grillu gazowym jak i węglowym. W przypadku tego pierwszego wybraliśmy boczek (250 g – 65 zł) oraz cienko krojony mostek wołowy (220 g – 75 zł). Na grilla węglowego miał trafić za to stek z tuńczyka (200 g – 83 zł) oraz comber jagnięcy (200-220 g – 145 zł). Do tych podwójnych zestawów serwowane są również banchany, czyli małe porcje dodatków, które mają wzbogacić smak naszych potraw. Wśród nich było kimchi, peklowana cebulka, sałata, ostra papryka, papryka, sałatka z pora czy marynowane ogórki.
Nie odpuściliśmy także drugiego doświadczenia, jakim było zamówienie shabu shabu z bulionem, warzywami i mięsem do ugotowania (159 zł). Wśród warzyw znaleźliśmy grzybki shimeji, enoki, pak choi, kapusta pekińska oraz sosy korill, sezamowy i ostry. Mięsem do ugotowania okazał się mostek wołowy.
Do picia możemy zamówić autorskie i klasyczne koktajle, kawę, herbatę, lemoniadę oraz popularne zimne napoje. Nie zabraknie także sporego wyboru win białych, czerwonych, musujących, piwa czy cięższych alkoholi, takich jak whisky, wódka, gin czy rum. Wszystkie pozycje znajdujące się w karcie możecie znaleźć klikając TUTAJ.
Zacznijmy od wielkiego grillowania. Wszystkim pozycjom wystarczyła praktycznie chwila żeby być gotowym do zjedzenia. Zdecydowanymi wygranymi tej uczty okazał się rewelacyjny stek z tuńczyka oraz comber jagnięcy. Stek był delikatnie przysmażony od zewnątrz, wewnątrz surowy i utrzymał tam piękny, fioletowy kolor. Dosłownie rozpływał się w ustach. Comber również był genialny i delikatny. Boczek i mostek wołowy były okej, ale na pewno nie zrobiły takiej furory jak poprzednicy.



Mięska wraz ze wszystkimi dodatkami błyskawicznie rozeszły się ze stołu i przyszedł czas na wypełniony bulionem kociołek. Wszystkie warzywa i dodatki chwilę musiały w nim dochodzić, a gdy to już się stało, do płynu zaczęły trafiać kawałki mięsa. Do bulionu dodaliśmy też sos sezamowy, co świetnie wpłynęło na jego smak. Mięso potrzebowało tak na prawdę kilkunastu sekund, by być gotowym do zjedzenia. Całość była bardzo smaczna, ale… Jest jedno ALE.


ALE pisane caps lockiem, bo przecież do restauracji przychodzi się w jednym, bardzo prostym celu – żeby wyjść z niej najedzonym. Nastąpiło grupowe podsumowanie rachunku, szybka inwentaryzacja zapełnienia brzucha i przyszły proste wnioski. Rachunek robi się wysoki, a apetyt nawet w połowie niezaspokojony. Stawiam więc tezę, że Korill to miejsce, w którym doświadczamy, próbujemy i degustujemy, ale z solidnym najedzeniem może być ciężko. No… Chyba, że nasz portfel można określić mianem “grubego”!
Podsumowanie
Korill 180 to miejsce, które robi bardzo dobre pierwsze, jak i ostatnie wrażenie. Nie mogę powiedzieć, że wyszedłem z niego niezadowolony, lub że coś było nie tak. Wizyta była dla mnie możliwością spróbowania nowych smaków, ale także wspólnej celebracji jedzenia różnorodnych potraw. Wnętrze okazało się niezwykle klimatyczne, a obsługa pomocna. Jedynym problemem był fakt, że po ponad 2 godzinach “biesiady” z lokalu wyszliśmy głodni… Należy też wskazać, że pozycje, które zdecydowaliśmy się zamówić należały do jednych z najtańszych z całej karty. Podróż do Korei jednak do najtańszych nie należy, więc uznaję, że przy uwzględnieniu występujących w Korillu nowych dla mnie doświadczeń kulinarnych – raz na jakiś czas można sobie pozwolić. Odwiedzając to miejsce należy się jednak nastawić, że tanio nie jest.
Jestem ciekaw jakie jest Wasze zdanie na temat tej restauracji. Byliście? Swoimi wrażeniami możecie podzielić się w komentarzach! Zostajemy w kontakcie 🙂
KORILL180
Krakowska 180,
50-429 Wrocław
Ceny podane we wpisie z różnych przyczyn mogą się zmienić więc przed odwiedzeniem restauracji warto zapoznać się z aktualnym cennikiem.